Przez wiele lat zajmowałem się fotografią reportażową. Stałem z boku i czekałem. Nie ustawiałem nikogo, nie mówiłem „a teraz uśmiechnijcie się do obiektywu”. Moja praca polegała na tym, żeby być blisko, czasem w sytuacjach bardzo intymnych, i nie wnosić w nie żadnego fałszu. Patrzeć na tyle uważnie, żeby dostrzec to, czego inni nie widzą, bo się akurat nie zatrzymali. Gest, który trwa sekundę. Spojrzenie między dwojgiem ludzi, którzy nie wiedzą, że ktoś je widzi.
Dziś robię właściwie to samo. Tylko bez aparatu.
Skąd przyszedłem
Zanim usiadłem naprzeciwko drugiego człowieka w gabinecie, długo szukałem swojego miejsca. Jestem teologiem. Przez wiele lat pracowałem w komunikacji i promocji, towarzyszyłem małżeństwom, fotografowałem. W pewnym momencie to wszystko przestało mieć dla mnie sens. Dziś nazwałbym tamten stan wypaleniem. Wtedy wiedziałem tylko tyle, że rano nie chcę zaczynać.
Z tego zakrętu wyprowadziła mnie moja żona, która jest psychoterapeutką. Patrzyłem, czego się uczy i jak zaczyna swoją drogę, aż zrozumiałem, że to są rzeczy, o których sam chciałbym rozmawiać z ludźmi przez resztę życia. Poszedłem na studium trochę z ciekawości, a trochę z braku innego pomysłu na siebie. I okazało się, że wróciłem do tego, co zawsze było gdzieś pode spodem: do uważnego patrzenia na drugiego człowieka.
Jestem psychoterapeutą w trakcie szkolenia, w czteroipółletnim studium w Stowarzyszeniu Psychologów Chrześcijańskich, po drugim roku.
To szkolenie zmienia mnie nie tylko zawodowo. Jestem ojcem dwójki dzieci, a praca nad sobą jest dla mnie również nauką bycia lepszym ojcem. Robię to nie tylko po to, żeby umieć towarzyszyć innym. Robię to też dla tych dwóch osób w domu.
Dlaczego mężczyźni
Może właśnie dlatego najbliżej mi do mężczyzn.
Chciałbym, żeby do mnie przychodzili. Wielu z tych, których znam, jest samotnych w bardzo konkretny sposób. Nie chodzi o to, że nie mają wokół siebie ludzi. Chodzi o to, że nie mają z kim rozmawiać o tym, co naprawdę się w nich dzieje. Nie mają grupy innych mężczyzn, przy których wolno czuć, wahać się, nie wiedzieć. Uczucia, które w nich są, wydają im się podejrzane albo wstydliwe, więc je odkładają, aż przestają je rozpoznawać.
Gabinet może być innym miejscem. Takim, w którym mężczyzna lepiej pozna siebie, zrozumie, skąd biorą się jego decyzje i czego właściwie chce. W relacji z drugim mężczyzną, który nie ocenia i się nie wzdryga.
I nie wszystko trzeba tu przegadać. Bywa, że uczucia ruszają nie od słów, tylko od ciała w ruchu. Nie jesteśmy tylko głową.
Nie tylko z mężczyznami zresztą. Pracuję też z młodszymi dorosłymi, którzy stoją przed decyzjami, od których wiele zależy. Z kim być. Co zrobić ze swoją pracą. Jak wziąć odpowiedzialność za własne życie, kiedy nikt już nie powie z góry, co jest dobre.
W gabinecie
Niezależnie od tego, kto siada naprzeciwko mnie, słyszy potem zwykle to samo: że jestem spokojny. Że przy mnie da się odetchnąć. Biorę to poważnie, bo to jest coś, co naprawdę mogę dać: uwagę bez oceny i miejsce, w którym można powiedzieć rzeczy trudne, nie tracąc twarzy.
Ale spokój nie znaczy, że tylko kiwam głową. Skończyłem warsztaty porozumienia bez przemocy i staram się tak rozmawiać, choć empatia to dla mnie nie to samo, co potakiwanie. Jeśli widzę, że coś Ci szkodzi, że jakaś reakcja chroni Cię dziś, a jutro zamyka, to to nazwę. Czasem niewygodnie. Wolę powiedzieć wprost, niż udawać, że nie widzę.
Wiara
Czasem ktoś pyta, czy to terapia chrześcijańska. Odpowiem uczciwie, bo jestem teologiem i nie chcę tego ukrywać: na człowieka patrzę z antropologii chrześcijańskiej i to jest moje zaplecze.
Ważniejsze jest jednak to, czego ono nie zmienia. Psychoterapia to nie kierownictwo duchowe i nie będę ich mylił. Nie modlę się z pacjentami i nie przychodzę z gotowymi odpowiedziami. Jeśli wiara jest dla Ciebie ważna i chcesz ją wnosić, zrozumiem to i nie zostawisz jej za drzwiami. Jeśli nie jest, nie ma to dla naszej pracy najmniejszego znaczenia. Gabinet jest dla Ciebie, nie dla mojego światopoglądu.
Nie wiem, z czym przychodzisz. Wiem za to, że umiem usiąść blisko i nie odwrócić wzroku.
Jeśli chcesz, możemy się umówić i zobaczyć, co z tego będzie.
